::strona główna::


"Mały Książe"


Dzisiaj po raz kolejny czytałam tę książkę...i odkryłam ją na nowo...tak bardzo przemówiły do mnie z pozoru proste przykłady pijaka, człowieka interesu, lub zwykłej róży...podczas czytania ostatnich stron łzy kapały jedna, po drugiej, zaczęłam sobie uświadamiać, jak ważna jest nasza dusza, nasze serce i wszelkiego rodzaju uczucia. W przeciągu dwóch godzin uświadomiłam sobie jak ważne jest dla mnie kilka osób - Kasia, Sylwia, Paulina, Dominika...kilka chwil pozwoliło mi przejść przez setki stanów emocjonalnych...siedałam do tej książki w radością, że jest cienka, że to jedynie 80 stron, że zaraz będzie po kłopocie, a z drugiej strony- po cholere my w ogóle czytamy książki?! wolałam po raz kolejny przestudiować "Idiotę" albo "Romea i Julię" ... później doszłam do momentu w którym ta książka zaczęła do mnie "docierać", w którym poruszyła moje wnętrze ... aż wreszcie zupełnie bezbronna wobec rzeczywistości stanęłam przed najważniejszym pierwiastkiem duchowym i moralnym - przyjaźnią. Przez całą książkę podświadomie przekładałam Księcia, Różę, na moje realia, zamiast nich wciąż miałam w myślach ludzi, którzy są mi najbliżsi, aż w końcu zdałam sobie z tego sprawę, z tego, że tak bardzo utożsamiłam się z bohaterami dzięki "podstawieniu" ich odpowiedników ... w ostatnim rozdziale ich straciłam...czyli straciłam wszystko...miałam działający samolot, ale nie miałam przyjaźni, miłości...byłam sama...z samolotem, studnią i piachem...

asdfghjkl 2005-11-15 20:00:10 skomentuj (4)